piątek, 17 listopada 2017

Czapeczka dla małego bączka

     Dawno temu zaczęłam dziergać czapeczkę. Potem nie miałam czasu, wyleciało mi z głowy, przełożyłam robótkę w inne miejsce i....przepadło. Dobrze, że ją ostatnio znalazłam, szukając oczywiście czegoś zupełnie innego :D Dokończyłam, dorobiłam pomponik (bo czymże jest czapka bez pomponika) i gotowe. Teraz czekamy już tylko na spotkanie z malutką Zosieńka, dla której ją wydziergałam. W planie jest jeszcze komin do kompletu, ale najpierw przymiarka :)


niedziela, 12 listopada 2017

BuJo na listopad

   W październiku mój BuJo nie wyglądał zbyt ładnie, przez sierpniową kąpiel . Nie było więc czego pokazywać. Dzisiaj za to pokażę Wam (szybko, zanim małe rączki się zbliżą do stołu :)) mój listopad. Szału nie ma, ale na razie na moje możliwości i potrzeby jest wystarczający. Chociaż, kiedy oglądam inspiracje w internecie, to mi się zazdrość trochę włącza, nie przeczę. No cóż, może w ferie zimowe się bardziej rozkręcę :)

Lista zaległe kąty zastąpiła listę "Co posprzątać?", która miałam na osobnej kartce. Nie sprawdziła się. Teraz ustaliłam sobie, że raz w tygodniu posprzątam jeden zaległy kąt, który odkładam od dawna. I wpisanie go mobilizuje mnie bardziej. Głupio byłoby, gdyby miejsce w jakimś tygodniu zostało puste :)







Do tego z tyłu dorzuciłam dwie strony na daty urodzin i imienin, żeby nie zapominać. Jak się robi kalendarz na jeden miesiąc z góry, to się można pogubić niestety :)




To przedostatni miesiąc w tym zeszycie. Zostaje z nim tylko do końca roku, bo mi format nie odpowiada. Kupiłam wreszcie większą torebkę, to i BuJo może urosnąć :) Mąż mi już kupił nowe zeszyty w kropki, więc w czasie przerwy świątecznej będzie zabawa :) Już się nie mogę doczekać! A póki co, dalej testuję, czego mi potrzeba. Mam już swoje pierwsze wnioski - nie potrzebuję legendy ani spisu treści. Nie użyłam ich ani razu. Nie sprawdził się też habit tracker. Potrzebuję za to dodatkowe miejsce na listę zadań na każdy dzień, bo robię to na osobnych kartkach i miejsce na notatki do pracy (nie chce mi się nosić dwóch zeszytów...chyba, bo to jeszcze rozważam).

Wczoraj odważyłam się zrobic pierwsze zakupy na aliexpress. Mały stresik był przy płaceniu, bo nie wiedziałam, czy można w złotówkach. Gdyby ktoś się stresował tym samym, to tak- można. Przelewy 24 przeliczy kwotę od razu na złotówki. Teraz czekam na moją przesyłkę. Zamówiłam 4 pióra (jedno dla córci), dziurkacz na jedną dziurkę do pracy i okładkę do plannera dla mnie. Wyszło niesamowicie tanio. Teraz tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość....... :)

niedziela, 29 października 2017

Artystka wędrowna, czyli żałosne 14/52/2017

        Do końca roku coraz mniej czasu, a książek w tym roku przeczytałam tak mało, że płakać się chce. No, ale gdybym miała czas na płakanie, to bym też miała na czytanie :) Jest go niewiele, ale ostatnio odkryłam, że w sumie całkiem dobrze się z tym czuję. Lubię szybkie tempo. Nie ma czasu na wielkie rozważania, tylko na działanie. Poza tym, niedobór czasu zawsze wpływał na mnie mobilizująco. Trzeba się wtedy zebrać w sobie i dobrze zorganizować. A przy nadmiarze czasu z tą organizacją jest u mnie nieco gorzej :)

       Już dawno temu przeczytałam "Artystkę wędrowną" Moniki Szwai, tylko znowu czasu na pisanie nie było.

      Książka, jak to Szwaja, lekka i przyjemna, choć z szansą na własną refleksję. Miło znać już część bohaterów. Ja się w takim wypadku czuję w książce bardziej jak u siebie. I taka jest właśnie artystka. Ciepła, rodzinna i domowa, ale nie bez odrobiny awantur, flirtów i zawirowań losu. Jak to w życiu. Tym razem autorka skupiła się na śpiewaczce operowej, Adeli i zaprzyjaźniła ją ze znaną już mi Weroniką. Przyznam szczerze, że Weronikę polubiłam dopiero w tej książce. Adelę za to pokochałam od razu. Chyba przez tę muzykę. Bo ja akurat klasyczną uwielbiam, mimo że do opery mi nie po drodze jakoś.
     Adela żyje w ciągłych rozjazdach, pomiędzy operami w różnych miastach. Niestety, cierpi na tym jej małżeństwo, bo mężuś wolałby, żeby żonka siedziała w domu i gotowała mu obiadki. Na szczęście jej pani profesor, Katarzyna, zorganizowała jej Weronikę dla towarzystwa. Panie na początku podeszły do tej swatanej przyjaźni dość sceptycznie, ale ostatecznie bardzo się polubiły. Adela zaczęła często odwiedzać Weronikę i zwierzać się jej ze swoich problemów.
    Weronika jest z kolei nieco zmęczona opieką nad dzieckiem i zaczyna tęsknić za pracą w telewizji. Co na to jej mąż i roczny synek?

     Jeśli dobija Was jesienna pogoda, przeczytajcie koniecznie. Idealna do herbatki z cytryną.


sobota, 7 października 2017

Znowu utknęłam

I znowu utknęłam z robótkami ręcznymi. Już nawet sięgnęłam po włóczkę i druty, zmierzyłam dziecko i...jakoś nie wyszło. Jednak przydałoby się mieć na to trochę czasu. Bardzo mi brakuje tego czasu dla siebie. Może w tym tygodniu wreszcie się uda....

Zapomniałam też o podsumowaniu sierpnia i września w zabawie Eli- Teraz Ja! Kobieta.

W sierpniu dałam się namówić na hybrydę na paznokciach i już przy niej pozostanę na jakiś czas bp jestem zachwycona. Uwielbiam mieć ładnie pomalowane paznokcie, a teraz przez 3 tygodnie nie muszę się o nie zupełnie martwić. Super.
Poza tym od 2. sierpnia przeszłam na dietę i do dzisiaj mam na minusie 7,5 kg. Jeszcze trochę przede mną, ale cieszę się każdy kilogramem i centymetrem :)

A że centymetrów też trochę ubyło, to we wrześniu obkupiłam się trochę ciuchowo. Dawno już zakupy nie sprawiły mi tyle radości. A jaka radocha, że dopiero co kupione spodnie zrobiły się mocno luźne :)


Udało mi się też we wrześniu przeczytać wreszcie dwie książki, ale o tym już w kolejnym poście, bo zasypiam nad klawiaturą :)

piątek, 8 września 2017

Uszyłam coś!!!

Wow, jak człowiek się podnieca każdym mały uszytkiem, kiedy nie ma czasu nawet przyszyć guzika. Ale udało się. Na ostatnia chwilę (ale bez zarywania nocki tym razem!) uszyłam Amelce pościel do przedszkola i worek na pościel. Dziecko zadowolone, matka odetchnęła z ulgą. Niestety, maszyny wczoraj musiały już wrócić na swoją półkę na dole regału, ale podobno mam już odliczać dni (bardziej obstawiam jednak tygodnie) do własnego kąta krawieckiego :) Nie mogę się doczekać i na pewno pochwalę się, jak się urządziłam :) I wtedy mam nadzieję wrócić do szycia w każdym tygodniu.


Poduszka na zakładkę, a poszewka na kołderkę na zamek. Wiem, niewiele widać, ale zdjęcia robione na szybko, bo jednak bardziej chciałam już spać  niż robić ładne zdjęcia :)


niedziela, 27 sierpnia 2017

Wrzesień w moim BuJo

Jeszcze tylko kilka dni i zacznie się wrzesień. Mój BuJo jest gotowy :) Musiałam się wyrobić trochę wcześniej, bo nie wiem, ile czasu będę miała na hobby od września. A tu jeszcze lista szyciowa taka długa czeka, kilka nowych pomysłów na sesje siedzi w głowie, a druty wołają mnie w każde deszczowe popołudnie. I jak ja to pogodzę wszystko z pracą i szoferowaniem dzieciom na pełen etat? :)  Przynajmniej mam gdzie notować swoje obowiązki :)




Tym razem układ tygodnia jest nieco inny. Mam wrażenie, że w poziomie lepiej wykorzystuję stronę. Sprawdzę to :)



A tak zakończy się wrzesień w kalendarzu Julki


Nawet część października sobie zrobiła. To szczegół, że zaczęła od 1.10-poniedziałku, choć to wcale nie wypada w poniedziałek :D Najważniejsze, że woli teraz siedzieć nad swoim BuJo niż z nosem w kompie :)

   

czwartek, 24 sierpnia 2017

Oda do mojego BuJo

      Dziś będzie ambitny wiersz, z przesłaniem...

        Mój Bullet Journal
        Taki zadbany
        Wypracowany
        i...wodą zalany

        Kochajmy dwulatki...



Dobrze, że zdążyłam zrobić kilka nowych zdjęć. Niestety, dzisiaj ich już nie wrzucę, bo nadal ciskam piorunami. Na szczęście dziecię w mig pojęło swój grzech i od razu pognało na drzemkę. Oby spała do wieczora...